środa, 21 sierpnia 2013

#6


*Kilka tygodni później*
-To czekanie jest najgorsze... -powiedziała Van, robiąc już 15 zwrot. Chodziła w kółko jak idiotka, ponieważ ją to ,,uspokajało''.
-Już jesteśmy, mamy dla was coś. -powiedział szeroko uśmiechnięty Niall wchodząc do szpitalnego korytarza z pięcioma kawami.
    Od dwóch godzin trwa przeszczep. Lekarze postanowili, że bezpośrednio od dawcy trafi do odbiorcy, bez zbędnych godzin. Dlatego teraz zamiast martwić się o jednego brata, bałam się o dwóch. Według lekarzy wszystko szło dobrze, a za kilka dni moi chłopcy wrócą do domów. Rehabilitacja jednak potrwa kilka miesięcy, zanim mój kochany Luke wróci w pełni gotowy do nauki i normalnego życia. ,,Normalnego''- pomijając kilogramy proszków, które codziennie będzie musiał w siebie wpychać. Liam za miesiąc będzie mógł wrócić już do swojego zespołu i znów o nas zapomnieć... Chociaż mam cichą nadzieje, że Van da radę go tu zatrzymać. A właśnie, tak przy okazji- dowiedziałam się kilku bardzo interesujących ciekawostek o Niall'u i Louis'ie. Chłopcy są zajęci! Niall w Manchesterze ma wspaniałą dziewczynę. A Lou... nie dopytywałam się. A, no i jeszcze dodam że ja i Lou spaliśmy ze sobą podczas ostatniej imprezy, jakieś 5 dni temu. Takie tam :)
                                                  *dzień imprezy*  
    -To co, jak uczcimy ostatni dzień? -zapytał się nas Liam, podczas kolejnej wizyty w pizzeri.
-Może jakaś imprezka... z której Mia sie tym razem nie zerwie? -zaproponował śmiało Niall, właściwie już stwierdzając. Wszyscy się zgodzili, nawet ja byłam wtedy we wspaniałym nastroju. Mieliśmy iść do klubu, poszaleć. Ale Li z Van wymyślili coś innego. Postanowiliśmy zrobić domówkę, u mnie i u Nessi. Kupiliśmy alkohol, dużo alkoholu! Zaprosiłyśmy starych znajomych, którzy znali Liama. Było nawet... grzecznie. Na początku. Potem, gdy wszyscy się oswoili zaczęła się dzicz. Nie wiedziałam, że do naszego malutkiego mieszkanka może się zmieścić ponad 70 osób! Nawet bez naszych sypialni, które zamknęłyśmy na klucz- nie nienawidziłyśmy, gdy ktoś spał w naszych łóżkach. Mimo, że wszyscy się upili, to nocowało u nas tylko 10-15 osób. Reszta wróciła do domu taksówkami. Na koniec, gdy zostało nas nieliczne grono postanowiliśmy zagrać w butelkę. Od razu się zmyłam, ponieważ nienawidzę całować się z osobami, które są upite. Ja byłam jeszcze trzeźwa... Jeszcze. Li i Van dawno już byli w sypialni- wiadomo co robili. Zostawiłam naszych gości i poszłam odrobinkę posprzątać w kuchni. Po chwili przyszedł Lou, również trzeźwy (co mnie zdziwiło). Pomógł mi pozbierać puste butelki i paczki po fajkach, po czym usiedliśmy na blatach i gadaliśmy, pijąc po piwie. Miałam zostać trzeźwa... ale komu zaszkodziłoby jedno piwo? Lub ewentualnie dwa? Tak, na dwóch się zatrzymałam. Gdy nasi butelkowicze padli, pozbieraliśmy śmieci w salonie. Potem poszliśmy do łazienki, która była w dość dobrym stanie. Gdy ja schylałam się do prysznica, aby podnieść telefon komórkowy, który ktoś z gości najwyraźniej zapodział, Lou postanowił zrobić to samo. Jak to w tych wszystkich romantycznych filmach, zderzyliśmy się głowami... No dobra, nie do końca głowami. Dostałam od niego kolanem w łeb i lekko mnie przymroczyło. Zaniósł mnie na rękach do mojej sypialni, w której doszłam do siebie. Gdy odkładał mnie, pochylił się nade mną chcąc poprawić mi poduszkę. Fartownie- przekręciłam wtedy głowę, lekko muskając ustami jego policzek. naprawdę nie wiedziałam, co mną kierowało, ale po chwili całowaliśmy się. Ja zaczęłam, nie ma co się oszukiwać. Po chwili szatyn zaparł się rękami o ramę łóżka, a ja zdejmowałam mu koszulkę. Potem moja koszulka miała zderzenie z ziemią. Po chwili w samej bieliźnie zamieniliśmy się rolami. On był pode mną, trzymając mnie ostrożnie za biodra. Całowaliśmy się bardzo namiętnie, co chwila dotykając się. Po chwili jego ręce znalazły się na moich pośladkach, przesuwając mnie w górę. Teraz Lou całował mnie po szyi. Dalej, już chyba wiadomo co się działo... Rano- a raczej około 13 następnego dnia obudziły mnie jego oddechy na mojej głowie. Patrzył się na ścianę zupełnie zamyślony, jakby nieobecny. Nadal udawałam, że śpię próbując przypomnieć sobie, co wczoraj się stało, że goły przyjaciel mojego brata obejmuje mnie, trzymając swoją bardzo ciepłą rękę na moich plecach. Na moich GOŁYCH PLECACH! Po chwili przypomniałam sobie wczorajszy wieczór i... dostałam gęsiej skórki. Lou to wyczuł i przeniósł swoje wspaniałe niebieskie tęczówki na moją twarz. Automatycznie włączyłam swój tryb buraka, a on zabrał swoją rękę. Zerwałam sie przytrzymując kołdrę na swoich piersiach. On zdziwiony przez chwilę się nie ruszał. Potem tylko uśmiechnął się i wyślizgnął spod mojej kołdry. Ubrał się szybko, a ja niezorientowana patrzyłam zupełnie w drugą stronę. Po chwili jednak nastał ten moment, w którym on się do mnie odezwał...
-Nie wypiłaś aż tyle, żeby nie pamiętać co się wczoraj działo. Mia, ja... -powiedział zainteresowany moją reakcją chłopak, nadal się uśmiechając.
-Idź już sobie, nie chce na razie gadać -wydusiłam szybko piorunując go wzrokiem. Zdezorientowany popatrzył tylko na mnie z neutralnym wyrazem twarzy i pośpiesznie wyszedł.
    Czerwona jak najwolniej się ubrałam przemykając się cicho do pokoju Van. Po otworzeniu drzwi zorientowałam się, że nie był to najlepszy pomysł. Mój brat i przyjaciółka leżeli wtuleni w siebie, bez kołdry. Szybko wycofałam się, starając zapomnieć o tym, co właśnie zobaczyłam. Poszłam do kuchni, lecz to również nie był zbyt dobry pomysł. Niall, Louis, moja koleżanka Martha, Simon i troje nieznajomych mi osób siedziało w kuchni i jadło śniadanie. A raczej jadł tylko Lou, Niall i Martha, którzy nie byli skacowani. Reszta usuwała moje zapasy wody mineralnej w zastraszającym tempie. Weszłam po cichu do kuchni starając się nie zwracać uwagi reszty i szybko wzięłam jedną z ostatnich butelek wody. Jednak Niall musiał się odezwać...
-Hej Mia! Jak się spało? Chyba trochę mało jak na Ciebie.- powiedział, uśmiechając się szeroko. Kurde, zauważył mnie... to oznacza, że Lou również. Spiekłam mojego wspaniałego, uroczystego buraczka i cicho westchnęłam.
-Spało się... normalnie. Mało, dla mnie zawsze jest mało.- powiedziałam szybko, czując jak moje policzki jeszcze bardziej się czerwienią. Jedyne co mnie pocieszyło, to to, że Lou na twarzy miał to samo co ja... tak, był cały czerwony, gdy Niall zapytał się jak było w nocy. Chyba nasz blondynek pamiętał zbyt wiele i skojarzył fakty... Niestety. Szybko ulotniłam się z kuchni i wróciłam do siebie. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi, ale udawałam, że jestem głucha. Ktoś znudzony w końcu otworzył drzwi- jak się okazało tym kimś był Niall.
-Nie udawaj, że cię tu nie ma, buraku. Wiem co robiliście!- wykrzyczał uśmiechnięty Niall szukając po pokoju jakiś wskazówek.
-Głośniej, Van jeszcze nie słyszała.
-MIA PRZESPAŁA SIĘ Z... -dalej nie dokończył, ponieważ ja wraz z moją poduszką przygwoździłyśmy do do drzwi.
-Zamknij pysk! Nie możesz zachować tego dla siebie? -syknęłam przez zaciśnięte zęby.
-Najlepszej przyjaciółce nie powiesz?- zapytał Niall z idiotycznym uśmiechem, próbując odepchnąć mnie od siebie. Nadal więziłam go w uścisku, który był... dość bolesny dla niego. A jednak ten idiota nadal się śmiał! Po chwili jego ręcę znalazły nowy sposób- przeniósł je na moje plecy próbując rozpiąć mój stanik. Automatycznie podniosłam kolano, trafiając w jego czuły punkt- a inaczej po prostu zarobił ode mnie kopa w przyrodzenie. Zgiął się z bólu, a ja od razu zaczęłam go przepraszać.
-Boże Niall... Przepraszam Cię strasznie! Nie chciałam, sam się o to prosiłeś...
-Odsuń się ode mnie, boje się... -powiedział z wymuszonym uśmiechem Niall.
-Wszystko twoja wina, od moich pleców z dala. Poza tym, żeby coś rozpiąć to najpierw trzeba to mieć...- powiedziałam z uśmiechem, pomagając mu wstać. Po chwili blondynek znów odzyskał humor i zaczął nad czymś intensywnie myśleć. Można było to poznać po jego oczach, które automatycznie nieco ciemniały. nagle uśmiechnął się i popatrzył na mnie z zupełną powagą.
 -Nie masz stanika, zupełnie się nie kontrolujesz, masz dwie inne skarpetki... Już wiem, co się stało! Przespałaś się z Louis'em! Tylko on tak działa na kobiety! - powiedział Niall i po chwili się uśmiechnął. Zdezorientowana popatrzyłam na niego.
-To ty nie wiedziałeś, że z nim... Myślałam, że on Ci powiedział... Wydawało mi sie, że ty dobrze wiesz co z kim... -wydukałam z siebie zupełnie zmieszana.
-Poza tym, skąd wiesz, że to on? Może jest ktoś inny? -powiedziałam po chwili zastanowienia. Sama się przyznałam, inteligentna ja.
-Właśnie się do tego przyznałaś kochanie. Twoje policzki mówią same za Siebie. -powiedział dumny z Siebie Niall przytulając mnie.
-No, to mów, co sie wczoraj dzialo, że nawet ja nie wiedziałem o tym, że na siebie lecicie. Myślałem, że romansy zauważę z kilometra, a tu... Zaskoczyliście mnie! A teraz opowiadaj, kocham ploteczki. Od kiedy? Jak? Kiedy ślub? -powiedział wesoły Niall odklejając się ode mnie i siadając na łózku. Zdezorientowana stałam w tym samym miejscu czerwieniąc się jeszcze bardziej, po czym szybko, zimnym tonem krzyknęłam.
-Won stąd! Niczego nie było, niczego nie będzie. -warknęłam na blondynka, patrząc jak jego głupi uśmiech jeszcze bardziej się pogłębia. Dobrze się bawił.
-A piśniesz choć słówko to Cię zabije. Tymi rękami utopimy Cię w morzu, zabójstwo doskonałe. - syknęłam o wiele ciszej przypominając sobie o gościach.
-,,Utopimy''? Teraz już wszystko będziecie robić razem? -odpowiedział Niall, robiąc głupi ruch brwiami w górę. Boże, zaraz go rozerwę!
-Ja i Van, zboczeńcu. No, wynoś się stąd. Nie chce cie widzieć- powiedziałam przez zaciśnięte zęby, pokazując ręką drzwi.
-O na pewno nie! Nie ma szans, żebym wyszedł stąd niepoinformowany. Jesteś słodka, jak się złościsz. Ja jestem zboczeńcem? To nie ja pieprze się z przyjacielem własnego brata, gdy za ścianą jest stado gości, zboczeńcu mój kochany! -powiedział i poklepał miejsce obok siebie.
-No, to opowiadaj od kiedy i jak. Zaufaj mi, przecież nic im nie powtórzę! -dodał po chwili z jeszcze większym uśmiechem. Poczułam, że mogę mu powiedzieć. Uwierzyłam mu, mimo że znaliśmy się dopiero niecałe trzy tygodnie. Po prostu mu zaufałam. Usiadłam obok niego i przytuliłam się. Zaczęłam płakać, sama nie wiem dlaczego. Ni przytulił mnie i zaczął głaskać po plecach. Po chwili pocałował mnie w czoło i powiedział, że nie warto płakać i że mam przestać, bo tak największy plotkarz w mieście się niczego ode mnie nie dowie. Rozbawił mnie i zaczęłam mówić. Opowiedziałam mu wszystko zgodnie z prawdą.
-I jak, dobry jest w łózko? -dodał tylko, czekając na moją reakcję. Byłam wtedy pewna, że jakby nie rzucił we mnie poduszką zabiłabym go wzrokiem.
-Na pewno lepszy od Ciebie! Poza tym, ty nigdy nie możesz być poważny? -zapytałam wkurzona dziecinnym zachowaniem przyjaciela. Mimo, że był ode mnie starszy, czułam się jak jego starsza siostra. On mnie wkurwiał, a ja na niego wrzeszczałam. Zupełnie jak rodzeństwo. Jak ja z Luke'm, przed wypadkiem.
-Skąd wiesz, jaki ja jestem? Mogę się założyć, że zapamiętałabyś mnie do końca życia!- powiedział zupełnie nie zwracając uwagi na mój ton głosu. Ja oczywiście- spiekłam buraczka, normalka. Omijam tematy seksu na wszelkie możliwe sposoby, a właśnie opowiedziałam o swojej nocy największemu zboczeńcowi na świecie.
-Dobra, nie rumień się tak, z własną siostrą się nie prześpię. Chyba że przypadkowo będziesz chciała podnieść telefon spod prysznica... -znów się zaśmiał zadziornie pokazując przy tym język.
-Wiesz co? Wal się! Idź już sobie, nie pomagasz mi. Jesteś chujowym bratem, kochanie. -również się zaśmiałam, gdy Niall nagle spoważniał.
-Nigdy w moim towarzystwie nie mów, że jestem gorszy w łóżku od kogokolwiek! Zwłaszcza od Lou! Zapamiętaj to sobie!  - znów zaśmiał się z mojej miny. Wkurzył mnie i to ostro. Miałam ochotę się na niego rzucić. Zacisnęłam tylko pieści i policzyłam do dziesięciu.
-Dobra, cicho już, nie zabij mnie przypadkiem. Ale skoro on się do Ciebie uśmiechnął wychodzi mi na to, że się mu podobało. Tzn wiesz, jemu każde zbliżenie z dziewczyną się podoba, z każdą lepszą. O kurwa... - zdołał wydusić tylko Niall, zanim rzuciłam się na niego i zaczęłam podduszać.
-Dobra, wycofuje to, złaź ze mnie każda lepsza dziewczyno! -zaczął krzyczeć Niall, ale po chwili zamknął się. Po chwili zorientowałam się dlaczego. W drzwiach stał Liam, który przyglądał się nam z zaciekawieniem. Po chwili Li dość głośno zapytał:
-Po pierwsze; Niall, czy ty jej proponowałeś wspólną noc? Po drugie: Od kiedy ty mówisz do niego kochanie i bracie? Po trzecie: Czy wy byliście razem w łóżku? i ostatnie: Nikt nie będzie mówił na moją siostrzyczkę każda lepsza! Więc radze ci spierdalać nim Cię dogonię! -powiedział Liam, uśmiechając się.
-To znaczy bo... Oj, idź podsłuchiwaczu, tego nie da się wytłumaczyć. -powiedział nadal śmiejący się z wszystkiego Niall. Sytuacja go strasznie rozbawiła.
-Ty idź. Nie potrzebuje chujowego brata! Nic mi nie pomogłeś, tylko przez Ciebie bede w wiezieniu siedziała. -odpowiedziałam, cały czas śmiejąc się z Li i jego przesłuchania. Dopiero,kiedy do pokoju zajrzała Van zorientowałam się, że okrakiem siedzę na brzuchu Nialla i trzymam dłonie na jego torsie. Rzeczywiście głupio to wyglądało, wiec od razu zeszłam z Nialla przy okazji nadeptując mu na stopę. No cóż, cała ja. To żenujące, że nawet normalnie nie umiem się podnieść. Niall wstał i zaklął pod nosem masując bolącą stopę.
-Li, chodź proszę na śniadanie, bo nie wytrzymam dłużej!- w taki sposób o swojej obecności przypomniała Van, a na moją twarz wpłynął rumieniec i uśmiech. Nie, nie da się zapomnieć wyglądu przyjaciółki i brata nagich w łóżku. Niall wychodząc szepnął tylko coś w stylu ,,Kiedyś musisz sprawdzić też mnie!'', po czym dostał dokładnie w brzuch poduszkom. Gdy zostałam sama ubrałam się do końca i po chwili wyszłam z domu. Po raz pierwszy od kilku miesięcy zapaliłam. To było jak... pierwszy oddech nowo narodzonego dziecka. Stałam i paliłam- i tak około 40 minut. Potem natknęłam się na resztę moich gości, którzy pożegnali się ze mną i wrócili do siebie. Pomyślałam, że pewnie chłopaki też już wyszli, ale jak najbardziej się pomyliłam. Mój brat i blondynek siedzieli na kanapie śmiejąc się i gadając o imprezie. A w kuchni... no właśnie. Tam był on z Van. Moja przyjaciółka paliła, a on z nią rozmawiał. Nie chciałam im przeszkadzać, nie chciałam widzieć mojego kochanka na oczy. Po prostu się... wstydziłam. Wstydziłam się spojrzeć mu w oczy. Jednak, bardzo potrzebowałam rozmowy z Ness. Postanowiłam się przełamać i pod jakimś głupim pretekstem weszłam do kuchni.
-Ekhem... Nessi, jedziesz ze mną do sklepu? -wypaliłam w końcu, starając się nie zwracać uwagi na Louis'a.
-Sorcia skarbie, nie mam zbytnio ochoty wpieprzyć się w największe korki w mieście po głupie zakupy. Może później? -zapytała zupełnie nieświadoma Nessi. Chciałam ją wyciągnąć, pogadać, a ona nic. Głupia. Rzuciłam w jej strone tylko zażenowane spojrzenie.
-Ja mogę jechać.- niespodziewanie odezwała się osoba, której najbardziej chciałam się pozbyć. Głupio było mi odmówić, więc tylko kiwnęłam głową. Szybko wyszłam z kuchni, wkurzona na Ness. Niby nic nie zrobiła, a jednak mnie wkurzyła. Poszłam do siebie i zaczęłam przebierać się w ciuchy bardziej zdatne do pokazania się na mieście. W czarnej bluzie z kapturem i w fioletowych rurkach wyszłam do przedpokoju założyć buty.  Po chwili przyszedł też Lou. Miałam nadzieje, że mu się odechce, gdy Van zaczęła nawijać, co to ona przeżyła stojąc wczoraj w korkach, gdy ja się ubierałam, jednak on jakby nigdy nic przyszedł założyć buty i wyszedł, rzucając ciche ,,Bedę czekał pod blokiem.''  Po chwili dołączyłam do niego powolnie wlokąc się do samochodu. Lou ubrany w czarne rurki, zieloną koszulkę i brązowe vansy wyglądał... tak niewinnie. Zupełnie zero było w nim tego nieśmiałego, ale namiętnego chłopaka z wczorajszej nocy. W czasie naszej drogi, gdy on prowadził a ja próbowałam schować swoją zarumienioną twarz za włosami nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. Bardzo podobało mi się to milczenie. Tak... cicho. Zero problemów, zero myślenia, zero kontaktu. Z takim lou mogłam się nawet ożenić. STOP! Nie, ja wcale o tym nie pomyślałam. Z takim Louis'em to ja nawet rozmawiać nie będę. Nie będę rozmawiała w ogóle z żadnym Louis'em! Zero, koniec znajomości. Przetrwam tylko ten miesiąc do przeszczepu i wreszcie się od niego uwolnię. Chociaż, gdyby został na dłużej... NIE! Nawet o tym nie myśl Mia! Koniec z nim. Zero przyjaźni, po prostu go toleruj. Tak, postanowione.

2 komentarze:

  1. Wspaniale! Czekam na next! Jeśli chcesz to wejdź na mojego bloga wyślij maila z krótkim opisem i linkiem bloga a ja go wstawie w witrynę "wasze blogi" i go wypromuję... Super blog pisz szybciej!!!
    hot-fanfiction.blogspot.com to mój blog :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepraszam za spam, misiu :c

    Główny bohater - Louis

    Opis - Lana jak każda nastolatka miała swoje tajemnice i sekrety, bardziej i mniej wstydliwe. Ale gdy ostatnią deską ratunku okazał się Louis, mogła spodziewać się poważnych konsekwencji. Gdy po latach przystojny brunet zjawia się po to co jego, ona popada w chorobę. Ostatnim razem kiedy się widzieli była piękną, szczupłą brunetką, której pewnosć siebie była znakiem rozpoznawczym.
    Tomlinson, bogaty dziedzic prestiżowej firmy, która była dumą jego ojca skrywa pewne sekrety, a by je ukryć potrzebuje brunetki, która staje się jego niewolnicą. Louis wstydzi się tuszy dziewczyny i postawia pewien warunek.
    Jak to jest odkryć wszystkie tajemnice anoreksji i bulimii ? Jak te dwie podstępne choroby potrafią zniszczyć czyjes życie ? Czy Lana sprosta zadaniu i schudnie kosztem własnego zdrowia ? Jak oszuka Louisa ?

    Link- http://fatff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń