środa, 21 sierpnia 2013
#6
*Kilka tygodni później*
-To czekanie jest najgorsze... -powiedziała Van, robiąc już 15 zwrot. Chodziła w kółko jak idiotka, ponieważ ją to ,,uspokajało''.
-Już jesteśmy, mamy dla was coś. -powiedział szeroko uśmiechnięty Niall wchodząc do szpitalnego korytarza z pięcioma kawami.
Od dwóch godzin trwa przeszczep. Lekarze postanowili, że bezpośrednio od dawcy trafi do odbiorcy, bez zbędnych godzin. Dlatego teraz zamiast martwić się o jednego brata, bałam się o dwóch. Według lekarzy wszystko szło dobrze, a za kilka dni moi chłopcy wrócą do domów. Rehabilitacja jednak potrwa kilka miesięcy, zanim mój kochany Luke wróci w pełni gotowy do nauki i normalnego życia. ,,Normalnego''- pomijając kilogramy proszków, które codziennie będzie musiał w siebie wpychać. Liam za miesiąc będzie mógł wrócić już do swojego zespołu i znów o nas zapomnieć... Chociaż mam cichą nadzieje, że Van da radę go tu zatrzymać. A właśnie, tak przy okazji- dowiedziałam się kilku bardzo interesujących ciekawostek o Niall'u i Louis'ie. Chłopcy są zajęci! Niall w Manchesterze ma wspaniałą dziewczynę. A Lou... nie dopytywałam się. A, no i jeszcze dodam że ja i Lou spaliśmy ze sobą podczas ostatniej imprezy, jakieś 5 dni temu. Takie tam :)
*dzień imprezy*
-To co, jak uczcimy ostatni dzień? -zapytał się nas Liam, podczas kolejnej wizyty w pizzeri.
-Może jakaś imprezka... z której Mia sie tym razem nie zerwie? -zaproponował śmiało Niall, właściwie już stwierdzając. Wszyscy się zgodzili, nawet ja byłam wtedy we wspaniałym nastroju. Mieliśmy iść do klubu, poszaleć. Ale Li z Van wymyślili coś innego. Postanowiliśmy zrobić domówkę, u mnie i u Nessi. Kupiliśmy alkohol, dużo alkoholu! Zaprosiłyśmy starych znajomych, którzy znali Liama. Było nawet... grzecznie. Na początku. Potem, gdy wszyscy się oswoili zaczęła się dzicz. Nie wiedziałam, że do naszego malutkiego mieszkanka może się zmieścić ponad 70 osób! Nawet bez naszych sypialni, które zamknęłyśmy na klucz- nie nienawidziłyśmy, gdy ktoś spał w naszych łóżkach. Mimo, że wszyscy się upili, to nocowało u nas tylko 10-15 osób. Reszta wróciła do domu taksówkami. Na koniec, gdy zostało nas nieliczne grono postanowiliśmy zagrać w butelkę. Od razu się zmyłam, ponieważ nienawidzę całować się z osobami, które są upite. Ja byłam jeszcze trzeźwa... Jeszcze. Li i Van dawno już byli w sypialni- wiadomo co robili. Zostawiłam naszych gości i poszłam odrobinkę posprzątać w kuchni. Po chwili przyszedł Lou, również trzeźwy (co mnie zdziwiło). Pomógł mi pozbierać puste butelki i paczki po fajkach, po czym usiedliśmy na blatach i gadaliśmy, pijąc po piwie. Miałam zostać trzeźwa... ale komu zaszkodziłoby jedno piwo? Lub ewentualnie dwa? Tak, na dwóch się zatrzymałam. Gdy nasi butelkowicze padli, pozbieraliśmy śmieci w salonie. Potem poszliśmy do łazienki, która była w dość dobrym stanie. Gdy ja schylałam się do prysznica, aby podnieść telefon komórkowy, który ktoś z gości najwyraźniej zapodział, Lou postanowił zrobić to samo. Jak to w tych wszystkich romantycznych filmach, zderzyliśmy się głowami... No dobra, nie do końca głowami. Dostałam od niego kolanem w łeb i lekko mnie przymroczyło. Zaniósł mnie na rękach do mojej sypialni, w której doszłam do siebie. Gdy odkładał mnie, pochylił się nade mną chcąc poprawić mi poduszkę. Fartownie- przekręciłam wtedy głowę, lekko muskając ustami jego policzek. naprawdę nie wiedziałam, co mną kierowało, ale po chwili całowaliśmy się. Ja zaczęłam, nie ma co się oszukiwać. Po chwili szatyn zaparł się rękami o ramę łóżka, a ja zdejmowałam mu koszulkę. Potem moja koszulka miała zderzenie z ziemią. Po chwili w samej bieliźnie zamieniliśmy się rolami. On był pode mną, trzymając mnie ostrożnie za biodra. Całowaliśmy się bardzo namiętnie, co chwila dotykając się. Po chwili jego ręce znalazły się na moich pośladkach, przesuwając mnie w górę. Teraz Lou całował mnie po szyi. Dalej, już chyba wiadomo co się działo... Rano- a raczej około 13 następnego dnia obudziły mnie jego oddechy na mojej głowie. Patrzył się na ścianę zupełnie zamyślony, jakby nieobecny. Nadal udawałam, że śpię próbując przypomnieć sobie, co wczoraj się stało, że goły przyjaciel mojego brata obejmuje mnie, trzymając swoją bardzo ciepłą rękę na moich plecach. Na moich GOŁYCH PLECACH! Po chwili przypomniałam sobie wczorajszy wieczór i... dostałam gęsiej skórki. Lou to wyczuł i przeniósł swoje wspaniałe niebieskie tęczówki na moją twarz. Automatycznie włączyłam swój tryb buraka, a on zabrał swoją rękę. Zerwałam sie przytrzymując kołdrę na swoich piersiach. On zdziwiony przez chwilę się nie ruszał. Potem tylko uśmiechnął się i wyślizgnął spod mojej kołdry. Ubrał się szybko, a ja niezorientowana patrzyłam zupełnie w drugą stronę. Po chwili jednak nastał ten moment, w którym on się do mnie odezwał...
-Nie wypiłaś aż tyle, żeby nie pamiętać co się wczoraj działo. Mia, ja... -powiedział zainteresowany moją reakcją chłopak, nadal się uśmiechając.
-Idź już sobie, nie chce na razie gadać -wydusiłam szybko piorunując go wzrokiem. Zdezorientowany popatrzył tylko na mnie z neutralnym wyrazem twarzy i pośpiesznie wyszedł.
Czerwona jak najwolniej się ubrałam przemykając się cicho do pokoju Van. Po otworzeniu drzwi zorientowałam się, że nie był to najlepszy pomysł. Mój brat i przyjaciółka leżeli wtuleni w siebie, bez kołdry. Szybko wycofałam się, starając zapomnieć o tym, co właśnie zobaczyłam. Poszłam do kuchni, lecz to również nie był zbyt dobry pomysł. Niall, Louis, moja koleżanka Martha, Simon i troje nieznajomych mi osób siedziało w kuchni i jadło śniadanie. A raczej jadł tylko Lou, Niall i Martha, którzy nie byli skacowani. Reszta usuwała moje zapasy wody mineralnej w zastraszającym tempie. Weszłam po cichu do kuchni starając się nie zwracać uwagi reszty i szybko wzięłam jedną z ostatnich butelek wody. Jednak Niall musiał się odezwać...
-Hej Mia! Jak się spało? Chyba trochę mało jak na Ciebie.- powiedział, uśmiechając się szeroko. Kurde, zauważył mnie... to oznacza, że Lou również. Spiekłam mojego wspaniałego, uroczystego buraczka i cicho westchnęłam.
-Spało się... normalnie. Mało, dla mnie zawsze jest mało.- powiedziałam szybko, czując jak moje policzki jeszcze bardziej się czerwienią. Jedyne co mnie pocieszyło, to to, że Lou na twarzy miał to samo co ja... tak, był cały czerwony, gdy Niall zapytał się jak było w nocy. Chyba nasz blondynek pamiętał zbyt wiele i skojarzył fakty... Niestety. Szybko ulotniłam się z kuchni i wróciłam do siebie. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi, ale udawałam, że jestem głucha. Ktoś znudzony w końcu otworzył drzwi- jak się okazało tym kimś był Niall.
-Nie udawaj, że cię tu nie ma, buraku. Wiem co robiliście!- wykrzyczał uśmiechnięty Niall szukając po pokoju jakiś wskazówek.
-Głośniej, Van jeszcze nie słyszała.
-MIA PRZESPAŁA SIĘ Z... -dalej nie dokończył, ponieważ ja wraz z moją poduszką przygwoździłyśmy do do drzwi.
-Zamknij pysk! Nie możesz zachować tego dla siebie? -syknęłam przez zaciśnięte zęby.
-Najlepszej przyjaciółce nie powiesz?- zapytał Niall z idiotycznym uśmiechem, próbując odepchnąć mnie od siebie. Nadal więziłam go w uścisku, który był... dość bolesny dla niego. A jednak ten idiota nadal się śmiał! Po chwili jego ręcę znalazły nowy sposób- przeniósł je na moje plecy próbując rozpiąć mój stanik. Automatycznie podniosłam kolano, trafiając w jego czuły punkt- a inaczej po prostu zarobił ode mnie kopa w przyrodzenie. Zgiął się z bólu, a ja od razu zaczęłam go przepraszać.
-Boże Niall... Przepraszam Cię strasznie! Nie chciałam, sam się o to prosiłeś...
-Odsuń się ode mnie, boje się... -powiedział z wymuszonym uśmiechem Niall.
-Wszystko twoja wina, od moich pleców z dala. Poza tym, żeby coś rozpiąć to najpierw trzeba to mieć...- powiedziałam z uśmiechem, pomagając mu wstać. Po chwili blondynek znów odzyskał humor i zaczął nad czymś intensywnie myśleć. Można było to poznać po jego oczach, które automatycznie nieco ciemniały. nagle uśmiechnął się i popatrzył na mnie z zupełną powagą.
-Nie masz stanika, zupełnie się nie kontrolujesz, masz dwie inne skarpetki... Już wiem, co się stało! Przespałaś się z Louis'em! Tylko on tak działa na kobiety! - powiedział Niall i po chwili się uśmiechnął. Zdezorientowana popatrzyłam na niego.
-To ty nie wiedziałeś, że z nim... Myślałam, że on Ci powiedział... Wydawało mi sie, że ty dobrze wiesz co z kim... -wydukałam z siebie zupełnie zmieszana.
-Poza tym, skąd wiesz, że to on? Może jest ktoś inny? -powiedziałam po chwili zastanowienia. Sama się przyznałam, inteligentna ja.
-Właśnie się do tego przyznałaś kochanie. Twoje policzki mówią same za Siebie. -powiedział dumny z Siebie Niall przytulając mnie.
-No, to mów, co sie wczoraj dzialo, że nawet ja nie wiedziałem o tym, że na siebie lecicie. Myślałem, że romansy zauważę z kilometra, a tu... Zaskoczyliście mnie! A teraz opowiadaj, kocham ploteczki. Od kiedy? Jak? Kiedy ślub? -powiedział wesoły Niall odklejając się ode mnie i siadając na łózku. Zdezorientowana stałam w tym samym miejscu czerwieniąc się jeszcze bardziej, po czym szybko, zimnym tonem krzyknęłam.
-Won stąd! Niczego nie było, niczego nie będzie. -warknęłam na blondynka, patrząc jak jego głupi uśmiech jeszcze bardziej się pogłębia. Dobrze się bawił.
-A piśniesz choć słówko to Cię zabije. Tymi rękami utopimy Cię w morzu, zabójstwo doskonałe. - syknęłam o wiele ciszej przypominając sobie o gościach.
-,,Utopimy''? Teraz już wszystko będziecie robić razem? -odpowiedział Niall, robiąc głupi ruch brwiami w górę. Boże, zaraz go rozerwę!
-Ja i Van, zboczeńcu. No, wynoś się stąd. Nie chce cie widzieć- powiedziałam przez zaciśnięte zęby, pokazując ręką drzwi.
-O na pewno nie! Nie ma szans, żebym wyszedł stąd niepoinformowany. Jesteś słodka, jak się złościsz. Ja jestem zboczeńcem? To nie ja pieprze się z przyjacielem własnego brata, gdy za ścianą jest stado gości, zboczeńcu mój kochany! -powiedział i poklepał miejsce obok siebie.
-No, to opowiadaj od kiedy i jak. Zaufaj mi, przecież nic im nie powtórzę! -dodał po chwili z jeszcze większym uśmiechem. Poczułam, że mogę mu powiedzieć. Uwierzyłam mu, mimo że znaliśmy się dopiero niecałe trzy tygodnie. Po prostu mu zaufałam. Usiadłam obok niego i przytuliłam się. Zaczęłam płakać, sama nie wiem dlaczego. Ni przytulił mnie i zaczął głaskać po plecach. Po chwili pocałował mnie w czoło i powiedział, że nie warto płakać i że mam przestać, bo tak największy plotkarz w mieście się niczego ode mnie nie dowie. Rozbawił mnie i zaczęłam mówić. Opowiedziałam mu wszystko zgodnie z prawdą.
-I jak, dobry jest w łózko? -dodał tylko, czekając na moją reakcję. Byłam wtedy pewna, że jakby nie rzucił we mnie poduszką zabiłabym go wzrokiem.
-Na pewno lepszy od Ciebie! Poza tym, ty nigdy nie możesz być poważny? -zapytałam wkurzona dziecinnym zachowaniem przyjaciela. Mimo, że był ode mnie starszy, czułam się jak jego starsza siostra. On mnie wkurwiał, a ja na niego wrzeszczałam. Zupełnie jak rodzeństwo. Jak ja z Luke'm, przed wypadkiem.
-Skąd wiesz, jaki ja jestem? Mogę się założyć, że zapamiętałabyś mnie do końca życia!- powiedział zupełnie nie zwracając uwagi na mój ton głosu. Ja oczywiście- spiekłam buraczka, normalka. Omijam tematy seksu na wszelkie możliwe sposoby, a właśnie opowiedziałam o swojej nocy największemu zboczeńcowi na świecie.
-Dobra, nie rumień się tak, z własną siostrą się nie prześpię. Chyba że przypadkowo będziesz chciała podnieść telefon spod prysznica... -znów się zaśmiał zadziornie pokazując przy tym język.
-Wiesz co? Wal się! Idź już sobie, nie pomagasz mi. Jesteś chujowym bratem, kochanie. -również się zaśmiałam, gdy Niall nagle spoważniał.
-Nigdy w moim towarzystwie nie mów, że jestem gorszy w łóżku od kogokolwiek! Zwłaszcza od Lou! Zapamiętaj to sobie! - znów zaśmiał się z mojej miny. Wkurzył mnie i to ostro. Miałam ochotę się na niego rzucić. Zacisnęłam tylko pieści i policzyłam do dziesięciu.
-Dobra, cicho już, nie zabij mnie przypadkiem. Ale skoro on się do Ciebie uśmiechnął wychodzi mi na to, że się mu podobało. Tzn wiesz, jemu każde zbliżenie z dziewczyną się podoba, z każdą lepszą. O kurwa... - zdołał wydusić tylko Niall, zanim rzuciłam się na niego i zaczęłam podduszać.
-Dobra, wycofuje to, złaź ze mnie każda lepsza dziewczyno! -zaczął krzyczeć Niall, ale po chwili zamknął się. Po chwili zorientowałam się dlaczego. W drzwiach stał Liam, który przyglądał się nam z zaciekawieniem. Po chwili Li dość głośno zapytał:
-Po pierwsze; Niall, czy ty jej proponowałeś wspólną noc? Po drugie: Od kiedy ty mówisz do niego kochanie i bracie? Po trzecie: Czy wy byliście razem w łóżku? i ostatnie: Nikt nie będzie mówił na moją siostrzyczkę każda lepsza! Więc radze ci spierdalać nim Cię dogonię! -powiedział Liam, uśmiechając się.
-To znaczy bo... Oj, idź podsłuchiwaczu, tego nie da się wytłumaczyć. -powiedział nadal śmiejący się z wszystkiego Niall. Sytuacja go strasznie rozbawiła.
-Ty idź. Nie potrzebuje chujowego brata! Nic mi nie pomogłeś, tylko przez Ciebie bede w wiezieniu siedziała. -odpowiedziałam, cały czas śmiejąc się z Li i jego przesłuchania. Dopiero,kiedy do pokoju zajrzała Van zorientowałam się, że okrakiem siedzę na brzuchu Nialla i trzymam dłonie na jego torsie. Rzeczywiście głupio to wyglądało, wiec od razu zeszłam z Nialla przy okazji nadeptując mu na stopę. No cóż, cała ja. To żenujące, że nawet normalnie nie umiem się podnieść. Niall wstał i zaklął pod nosem masując bolącą stopę.
-Li, chodź proszę na śniadanie, bo nie wytrzymam dłużej!- w taki sposób o swojej obecności przypomniała Van, a na moją twarz wpłynął rumieniec i uśmiech. Nie, nie da się zapomnieć wyglądu przyjaciółki i brata nagich w łóżku. Niall wychodząc szepnął tylko coś w stylu ,,Kiedyś musisz sprawdzić też mnie!'', po czym dostał dokładnie w brzuch poduszkom. Gdy zostałam sama ubrałam się do końca i po chwili wyszłam z domu. Po raz pierwszy od kilku miesięcy zapaliłam. To było jak... pierwszy oddech nowo narodzonego dziecka. Stałam i paliłam- i tak około 40 minut. Potem natknęłam się na resztę moich gości, którzy pożegnali się ze mną i wrócili do siebie. Pomyślałam, że pewnie chłopaki też już wyszli, ale jak najbardziej się pomyliłam. Mój brat i blondynek siedzieli na kanapie śmiejąc się i gadając o imprezie. A w kuchni... no właśnie. Tam był on z Van. Moja przyjaciółka paliła, a on z nią rozmawiał. Nie chciałam im przeszkadzać, nie chciałam widzieć mojego kochanka na oczy. Po prostu się... wstydziłam. Wstydziłam się spojrzeć mu w oczy. Jednak, bardzo potrzebowałam rozmowy z Ness. Postanowiłam się przełamać i pod jakimś głupim pretekstem weszłam do kuchni.
-Ekhem... Nessi, jedziesz ze mną do sklepu? -wypaliłam w końcu, starając się nie zwracać uwagi na Louis'a.
-Sorcia skarbie, nie mam zbytnio ochoty wpieprzyć się w największe korki w mieście po głupie zakupy. Może później? -zapytała zupełnie nieświadoma Nessi. Chciałam ją wyciągnąć, pogadać, a ona nic. Głupia. Rzuciłam w jej strone tylko zażenowane spojrzenie.
-Ja mogę jechać.- niespodziewanie odezwała się osoba, której najbardziej chciałam się pozbyć. Głupio było mi odmówić, więc tylko kiwnęłam głową. Szybko wyszłam z kuchni, wkurzona na Ness. Niby nic nie zrobiła, a jednak mnie wkurzyła. Poszłam do siebie i zaczęłam przebierać się w ciuchy bardziej zdatne do pokazania się na mieście. W czarnej bluzie z kapturem i w fioletowych rurkach wyszłam do przedpokoju założyć buty. Po chwili przyszedł też Lou. Miałam nadzieje, że mu się odechce, gdy Van zaczęła nawijać, co to ona przeżyła stojąc wczoraj w korkach, gdy ja się ubierałam, jednak on jakby nigdy nic przyszedł założyć buty i wyszedł, rzucając ciche ,,Bedę czekał pod blokiem.'' Po chwili dołączyłam do niego powolnie wlokąc się do samochodu. Lou ubrany w czarne rurki, zieloną koszulkę i brązowe vansy wyglądał... tak niewinnie. Zupełnie zero było w nim tego nieśmiałego, ale namiętnego chłopaka z wczorajszej nocy. W czasie naszej drogi, gdy on prowadził a ja próbowałam schować swoją zarumienioną twarz za włosami nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. Bardzo podobało mi się to milczenie. Tak... cicho. Zero problemów, zero myślenia, zero kontaktu. Z takim lou mogłam się nawet ożenić. STOP! Nie, ja wcale o tym nie pomyślałam. Z takim Louis'em to ja nawet rozmawiać nie będę. Nie będę rozmawiała w ogóle z żadnym Louis'em! Zero, koniec znajomości. Przetrwam tylko ten miesiąc do przeszczepu i wreszcie się od niego uwolnię. Chociaż, gdyby został na dłużej... NIE! Nawet o tym nie myśl Mia! Koniec z nim. Zero przyjaźni, po prostu go toleruj. Tak, postanowione.
sobota, 17 sierpnia 2013
#5
-Serio, nic nie było. Chyba wiesz, że jakby do czegoś doszło, to bym Ci powiedziała. Kiedyś Ci to obiecałam, pamiętasz jeszcze?
-O boże, te nasze dziecięce obietnice! Jak to było? Ja, Liam Payne przyrzekam, że nigdy, ale to nigdy nie okłamię mojej siostry Mii Payne, która jest ode mnie aż 20 miesięcy młodsza i muszę się nią opiekować. Słowo skauta, ręczę głową!- wyrecytował Li, po czym obydwoje głośno się zaśmialiśmy.
-Nie miałam pojęcia, że ty jeszcze pamiętasz te nasze głupie przysięgi! -powiedziałam nadal się śmiejąc.
-Nawet mam je gdzieś napisane. O tak wspaniałych momentach nie można zapominać, siostrzyczko.-powiedział Li z nieukrywaną dumą.
-Strasznie za tobą tęskniłem. Nie dzwoniłem ani nie pisałem, bo razem z Nikki uznaliśmy, że tak będzie nam łatwiej o Was zapomnieć. No i nie było tak łatwo. -powiedział ze smutkiem w głosie Li.
-Ja też tęskniłam! Potem jakoś zapomniałam, ale wiesz, byłam mała i... Tak jakoś wyszło. A co tam u Nicoli? -zapytałam mojego brata przypominając sobie przyrodnią siostrę, z którą nigdy się nie lubiłyśmy.
-Studiuje i wychowuje synka, Matt'a. Za dwa miesiące będzie miał trzy latka.-powiedział Li z uśmiechem.
-Trzy latka? Woow... Jest już po ślubie? -zapytałam niedowierzając. Nicola ma 22 lata, co oznacza, że mając 19 lat zaszła w ciąże... No, nieźle nieźle siostrzyczko, brawo.
-Planują ślub gdy tylko Nica skończy studia. Jej chłopak jest nawet spoko, a co ciekawe strasznie się cieszył, gdy się okazało, że nasza kochana siostrzyczka jest w ciąży. Mama była strasznie zła i ogółem zdenerwowana na wszystko, gdy Nicola sie przyznała, wiec Nic wyprowadziła się od nas do Adama. Zajmują się małym, są bardzo dobrymi rodzicami. Jej chłopak nawet nieźle zarabia, mają duże mieszkanie. A Tobie jak się powodzi? Od kiedy nie mieszkasz z matką?
-Już z rok. Wynajęłyśmy z Van mieszkanie, żeby się usamodzielnić.
-I mama Cię puściła? Samą, szesnastolatkę? Wow... Mnie pół roku temu nie chciała wypuścić z chłopakami na biwak, co dopiero wyprowadzać się.
-Nadal mieszkasz z matką? Myślałam, że chłopaki i ty... Myślałam, że mieszkacie razem.
-Szczerze mówiąc, żal mi się wyprowadzać od mamy. Wiesz- posprzątane, uprane, ugotowane... Luksus. -powiedział Liam puszczając do mnie oczko i uśmiechając się.
-Nie no żartuje, większość to i tak ja robię. Ale wygodnie jest mieć szkołę dosłownie obok domu i przy tym mieszkać w centrum. Blisko do sklepu, na stacje... Wygodnie. A chłopaki mieszkają poza miastem, poza tym kochają burdel i imprezy. Nie wytrzymałbym tam tygodnia! -zaśmiał się Li. Po chwili usłyszeliśmy dość głośne walenie do drzwi. Zaciekawiona od razu wstałam i poszłam otworzyć. W drzwiach stał Niall, który był na niezłym kacu.
-Jeżeli to Niall to nie wpuszczaj go do mieszkania, a przynajmniej przez trzy minuty przytrzymaj go w salonie.- szepnął Li i wyszedł do kuchni.
-Powiedź, że oni tu są i mnie nie zostawili. Błagam, powiedz że tu są!-powiedział Niall z miną kota se Shreka, co wyglądało dość komicznie.
-Jeżeli chodzi ci o Liama i Louis'a, to są. A co? -powiedziałam cały czas śmiejąc się z zachowania Li zasłaniając drzwi, gdy chłopak próbował wejść do mieszkania.
-Mają coś mojego, co muszę w tej chwili dostać. Więc wpuść mnie albo sam sobie wejdę!-wykrzyczał. Po chwili gdy zobaczył, że jego słowa mnie nie ruszają zrobił to, co obiecał. Przerzucił mnie przez ramię i wszedł do mieszkania. Przy wejściu krzyknął tylko ,,Li, wiem że tu jesteś, nie chowaj się''. Odłożył mnie na kanapę i poszedł do kuchni. Po chwili usłyszałam tylko cichy pisk i śmiech Liama oraz Louis'a, który właśnie wychodził z łazienki i zobaczył, co się dzieje w kuchni. Niall stał przed swoją pustą torbą, którą Li rano przywiózł. Jak się potem dowiedziałam, w torbie były miesięczne zapasy słodyczy należące do Niall'a. Wkurzony Niall wyszedł z domu trzaskając drzwiami. Jedzenie było dla niego naprawdę ważne, sądząc po zachowaniu. Liam i Louis przez pół dnia nie mogli się uspokoić. Ciągle wspominali swój wspaniały plan, który powstał już w samolocie.Obejrzeliśmy we trójkę dwa filmów, podczas gdy zmęczona i skacowana Van spała. Zawsze po takich imprezach moja przyjaciółka była nie żywa przez następne 24 godziny, zupełnie inaczej niż ja. Na drugi dzień byłam pełna życia, miałam ochotę wszystko zjeść i latać po całym mieszkaniu, a ona tylko spała i rzygała. Około osiemnastej chłopcy pojechali do siebie, a ja usiadłam do komputera sprawdzić facebooka i maila. W tym czasie Van obudziła się i doprowadziła do porządku. Gadałyśmy sobie jedząc kolacje o wczorajszej imprezie i dzisiejszym dniu. Zadzwoniłam do mamy i opowiedziałam o ostatnich wydarzeniach, jak zawsze. Około 20 usłyszałam pukanie do drzwi. Stał tam biedny, głodny Niall.
-Mia, ja...
-Te świnie nie wpuściły Cię do pokoju, prawda?-powiedziała zaspana Vanessa, która niespodziewanie pojawiła się za moimi plecami.
-Zaplanowali to, bo wiedzieli, że zapomnisz karty. Spokojnie, kiedyś się na nich razem zemścimy. Możesz u nas przenocować, lodówka jest pełna. Prawda Mi? -Niall spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
-Nie ma sprawy, spoko.-uśmiechnęłam się niepewnie do przyjaciółki.
-To też zaplanowali, kolejny wspaniały żart. Idioci, wszędzie idioci. Właź i rozbieraj się, ja już nakładam. Specjalnie zrobiłam więcej, żebyś nie był głodny. -powiedziała Van, idąc do kuchni. Faktycznie zastanawiałam się, po co nam tyle spaghetti, ale właśnie zagadka sama się rozwiązała. Niall zjadł i przytulił Ness w podziękowaniu. Uśmiechnięty usiadł pomiędzy nami na kanapie i wyrwał nam pilota z uśmiechem. Włączył jakieś głupoty i przyciszył po czym zszedł z kanapy i usiadł na fotel. Spojrzał na nas pytającym wzrokiem i po chwili wypalił:
-No, czekam. Jaki obmyślimy plan zemsty? -W oczach Nialla można było zauważyć iskierki. Razem z przyjaciółką zaczęłyśmy się śmiać. Gdy się już opanowałyśmy, Niall patrzył na nas zażenowany. Naprawdę myślał, że ten wieczór spędzimy na obmyślaniu jakiejś okropnej zemsty dla jego współlokatorów.
-Niall, my żartowałyśmy z tą zemstą, ale jak będziesz miał jakiś plan, to Ci pomożemy. -powiedziałam, znów zaczynając się śmiać.
-No, a w dodatku jesteśmy słabe w myśleniu.-dodała Van, po czym przeżyłyśmy kolejną fazę głupawki. W końcu Niall dołączył do nas. Bardzo dobrze się bawiliśmy przez te trzy godziny. Dużo gadaliśmy, głównie o czasach, gdy ja z Li mieszkaliśmy obok siebie i się przyjaźniliśmy. Duzo nam o sobie opowiedział też Niall. Dowiedziałam się, że jest w wieku Li, pochodzi z Mullingar w Irlandii, kocha taniec irlandzki (a nawet zobaczyłam go!), że ma starszego brata i że umie grać na gitarze tak jak ja. Dałam mu swoją gitarę i blondyn zagrał nam piękną balladę. Okazało się, że ukrywa kolejny talent: umie naprawdę pięknie śpiewać. Opowiedział nam również o zespole chłopców. W jego skład wchodzi Niall, Liam, Louis oraz Zayn i Harry, których poznamy za tydzień. Dowiedziałam się też, że Liam bardzo dużo opowiadał chłopakom o mnie, Luke'u, o naszym ojcu i nawet o Van! Znał naprawdę dużo szczegółów z mojego życia, o których wiedziałam tylko ja z moim bratem. Naprawdę miło spędziliśmy wieczór i aż żal było nam iść spać. Jednak jutro z samego rana musiałam jechać do szkoły, w której tuż po wakacjach rozpocznę ostatni rok nauki. Jestem właśnie w klasie maturalnej, a kilka dni temu skończył się rok szkolny. Pogadałam jeszcze z mamą kilka minut streszczając jej dzień. Bardzo pobudzeni i rozbawieni udaliśmy się do łóżek, ale jestem pewna że oni tak samo jak ja mieli duże problemy z zaśnięciem po tak fajnym, wspólnie spędzonym wieczorze.
-Halo, Ness? Jest może u was Niall? -wydarł się Liam w słuchawkę od telefonu.
-Nie Ness, tylko Mia. Nie ma go u nas i nie było. A co, nie wrócił na noc? -powiedziałam zaspana, ale zupełnie świadoma. Postanowiłam zemścić się na chłopakach za biednego Niall'a i postanowiłam udawać, że się z nim nie kontaktowałam. Po skończonej rozmowie telefonicznej podeszłam do Niall'a i obudziłam go. Okazało się, że chłopak nie spał. Opowiedziałam mu o planie zemsty, który poległ na tym, że jutro rano obdrapany i ucharakteryzowany przez nas Niall zapuka do drzwi chłopców. Powie, że go pobito oraz okradziono i przyjadą do nas, żeby zastanowić się, co dalej robić. Kiedy już przyjadą do nas, my udamy że nic nie wiedziałyśmy, pójdziemy zająć się Niall'em, nakarmimy go i wgl. Dopiero pod wieczór przyznamy się, że Ni zatrzymał się u nas i wszystko to była zemsta za to, co uknuli chłopcy. Bawiliśmy się w dalsze koloryzowanie historii obicia i okradzenia, ale w końcu zmęczona usnęłam na kanapie, a Niall przeniósł mnie do łóżka. Sam wrócił na kanapę i zasnął po kilku chwilach. Już z samego rana wcieliliśmy nasz plan w zycie. Opowiedziałam o nim przyjaciółce, a ta błyskawicznie przyniosła swoje kosmetyki i nożyczki, aby lekko ,,podrzeć'' ubrania Ni. O 8 gotowy jechał autobusem w stronę hotelu, a ja z przyjaciółką jadłyśmy śniadanie w atmosferze zwycięstwa. Byłyśmy dumne z nowego, pobitego Niall'a i z naszego planu. Martwiłyśmy się tylko, żeby wszystko wypaliło. Około 9 do Ness zadzwonił Li, który zupełnie przerażony kazał nam jak najszybciej przyjechać. Było nie według planu, ale cóż... Wzięłam rzeczy Niall'a (telefon, portfel, kurtkę i słuchawki), które zostawił u nas dla potwierdzenia wersji z pobiciem i obrabowaniem i pojechałyśmy do chłopaków. Przed hotelem stał Louis, który czekał na nas. Opowiedział o ,,wypadku'', o którym ,,nic'' nie miałyśmy pojęcia, a my tylko robiłysmy wielkie oczy i bez przerwy powtarzałyśmy ,,Boże, biedny Ni'' albo ,,Jezu, cud że on nadal żyje...'', a Louis niczego nie świadomy reagował razem z nami. Niall naprawdę dobrze umiał kłamać, a historia którą zmyslił była naprawdę dobra. Gdy tylko weszłyśmy do mieszkania i zobaczyłyśmy Niall'a, wywołałyśmy u siebie płacz (nauczyłyśmy się tego wspólnie na zajęciach aktorskich) i zajęłyśmy się ,,biednym'' przyjacielem. Zrobiłyśmy mu śniadanie i obiad i cały czas chodziłyśmy przygnębione, chociaż w środku ledwo co wytrzymywałyśmy ze smiechu. Co chwila we trójkę patrzyliśmy się na siebie, a te dwa matołki niczego nie zauważyły. Gdy wybiła godzina 17 zgodnie z planem Niall wstał (już nie był taki obolały i smutny) i przytulił nas i podziękował. Zupełnie zdezorientowani Lou i Li patrzyli na niego w osłupieniu: Przed chwilą biedny nie mógł ruszyć ręką, a teraz wstał i nas przytulił bez żadnego jęknięcia. Po chwili obrócił się dwa razy wokół własnej osi, a ja z torby wyjęłam jego rzeczy. Liamowi szczęka opadła ze zdziwienia.
-Ciołki z was! Mówiliście, że jestem najgorszym aktorem, a właśnie pieknie was wrobiłem z pomocą Vanessy i Mii. Właściwie to razem was wrobiliśmy. Piąteczki, dziewczyny! - po przybiciu piątek we trójkę zaczęliśmy się śmiać z zdezorientowanych chłopców. Po chwili, gdy wszystko stało się jasne zaczęliśmy się wszyscy śmiać, a chłopaki obiecali sobie, że już nigdy więcej numerów. Po ich wzrokach było można zauważyć, że wojna dopiero się zaczęła...
Minęło juz kilka naprawdę fajnych dni. Bardzo zaprzyjaźniłam się z Niall'em, który od tej pory spędzał z nami prawie cały swój czas. Wracał do domu tylko spać, chociaż nawet czasami zostawał z nami na noc. Lou i Li robili badania, ale w każdej wolnej chwili dołączali do nas. Za dwa tygodnie przeszczep! Wszystko już ustalone, przygotowujemy się na to psychicznie. Li nie może pić, więc towarzyszymy mu w tym postanowieniu. Coraz rzadziej imprezujemy, chociaż zupełnie nie zrezygnowaliśmy. Jest fajnie, a ja z matką już nie możemy się doczekać, gdy to wszystko się skończy...
______________________________________________________________________
Proszę tylko o jeden komentarz, jeden głupiutki komentarz. Dla was to sekunda pisania a dla mnie coś wielkiego. ~Ollie :)
-O boże, te nasze dziecięce obietnice! Jak to było? Ja, Liam Payne przyrzekam, że nigdy, ale to nigdy nie okłamię mojej siostry Mii Payne, która jest ode mnie aż 20 miesięcy młodsza i muszę się nią opiekować. Słowo skauta, ręczę głową!- wyrecytował Li, po czym obydwoje głośno się zaśmialiśmy.
-Nie miałam pojęcia, że ty jeszcze pamiętasz te nasze głupie przysięgi! -powiedziałam nadal się śmiejąc.
-Nawet mam je gdzieś napisane. O tak wspaniałych momentach nie można zapominać, siostrzyczko.-powiedział Li z nieukrywaną dumą.
-Strasznie za tobą tęskniłem. Nie dzwoniłem ani nie pisałem, bo razem z Nikki uznaliśmy, że tak będzie nam łatwiej o Was zapomnieć. No i nie było tak łatwo. -powiedział ze smutkiem w głosie Li.
-Ja też tęskniłam! Potem jakoś zapomniałam, ale wiesz, byłam mała i... Tak jakoś wyszło. A co tam u Nicoli? -zapytałam mojego brata przypominając sobie przyrodnią siostrę, z którą nigdy się nie lubiłyśmy.
-Studiuje i wychowuje synka, Matt'a. Za dwa miesiące będzie miał trzy latka.-powiedział Li z uśmiechem.
-Trzy latka? Woow... Jest już po ślubie? -zapytałam niedowierzając. Nicola ma 22 lata, co oznacza, że mając 19 lat zaszła w ciąże... No, nieźle nieźle siostrzyczko, brawo.
-Planują ślub gdy tylko Nica skończy studia. Jej chłopak jest nawet spoko, a co ciekawe strasznie się cieszył, gdy się okazało, że nasza kochana siostrzyczka jest w ciąży. Mama była strasznie zła i ogółem zdenerwowana na wszystko, gdy Nicola sie przyznała, wiec Nic wyprowadziła się od nas do Adama. Zajmują się małym, są bardzo dobrymi rodzicami. Jej chłopak nawet nieźle zarabia, mają duże mieszkanie. A Tobie jak się powodzi? Od kiedy nie mieszkasz z matką?
-Już z rok. Wynajęłyśmy z Van mieszkanie, żeby się usamodzielnić.
-I mama Cię puściła? Samą, szesnastolatkę? Wow... Mnie pół roku temu nie chciała wypuścić z chłopakami na biwak, co dopiero wyprowadzać się.
-Nadal mieszkasz z matką? Myślałam, że chłopaki i ty... Myślałam, że mieszkacie razem.
-Szczerze mówiąc, żal mi się wyprowadzać od mamy. Wiesz- posprzątane, uprane, ugotowane... Luksus. -powiedział Liam puszczając do mnie oczko i uśmiechając się.
-Nie no żartuje, większość to i tak ja robię. Ale wygodnie jest mieć szkołę dosłownie obok domu i przy tym mieszkać w centrum. Blisko do sklepu, na stacje... Wygodnie. A chłopaki mieszkają poza miastem, poza tym kochają burdel i imprezy. Nie wytrzymałbym tam tygodnia! -zaśmiał się Li. Po chwili usłyszeliśmy dość głośne walenie do drzwi. Zaciekawiona od razu wstałam i poszłam otworzyć. W drzwiach stał Niall, który był na niezłym kacu.
-Jeżeli to Niall to nie wpuszczaj go do mieszkania, a przynajmniej przez trzy minuty przytrzymaj go w salonie.- szepnął Li i wyszedł do kuchni.
-Powiedź, że oni tu są i mnie nie zostawili. Błagam, powiedz że tu są!-powiedział Niall z miną kota se Shreka, co wyglądało dość komicznie.
-Jeżeli chodzi ci o Liama i Louis'a, to są. A co? -powiedziałam cały czas śmiejąc się z zachowania Li zasłaniając drzwi, gdy chłopak próbował wejść do mieszkania.
-Mają coś mojego, co muszę w tej chwili dostać. Więc wpuść mnie albo sam sobie wejdę!-wykrzyczał. Po chwili gdy zobaczył, że jego słowa mnie nie ruszają zrobił to, co obiecał. Przerzucił mnie przez ramię i wszedł do mieszkania. Przy wejściu krzyknął tylko ,,Li, wiem że tu jesteś, nie chowaj się''. Odłożył mnie na kanapę i poszedł do kuchni. Po chwili usłyszałam tylko cichy pisk i śmiech Liama oraz Louis'a, który właśnie wychodził z łazienki i zobaczył, co się dzieje w kuchni. Niall stał przed swoją pustą torbą, którą Li rano przywiózł. Jak się potem dowiedziałam, w torbie były miesięczne zapasy słodyczy należące do Niall'a. Wkurzony Niall wyszedł z domu trzaskając drzwiami. Jedzenie było dla niego naprawdę ważne, sądząc po zachowaniu. Liam i Louis przez pół dnia nie mogli się uspokoić. Ciągle wspominali swój wspaniały plan, który powstał już w samolocie.Obejrzeliśmy we trójkę dwa filmów, podczas gdy zmęczona i skacowana Van spała. Zawsze po takich imprezach moja przyjaciółka była nie żywa przez następne 24 godziny, zupełnie inaczej niż ja. Na drugi dzień byłam pełna życia, miałam ochotę wszystko zjeść i latać po całym mieszkaniu, a ona tylko spała i rzygała. Około osiemnastej chłopcy pojechali do siebie, a ja usiadłam do komputera sprawdzić facebooka i maila. W tym czasie Van obudziła się i doprowadziła do porządku. Gadałyśmy sobie jedząc kolacje o wczorajszej imprezie i dzisiejszym dniu. Zadzwoniłam do mamy i opowiedziałam o ostatnich wydarzeniach, jak zawsze. Około 20 usłyszałam pukanie do drzwi. Stał tam biedny, głodny Niall.
-Mia, ja...
-Te świnie nie wpuściły Cię do pokoju, prawda?-powiedziała zaspana Vanessa, która niespodziewanie pojawiła się za moimi plecami.
-Zaplanowali to, bo wiedzieli, że zapomnisz karty. Spokojnie, kiedyś się na nich razem zemścimy. Możesz u nas przenocować, lodówka jest pełna. Prawda Mi? -Niall spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
-Nie ma sprawy, spoko.-uśmiechnęłam się niepewnie do przyjaciółki.
-To też zaplanowali, kolejny wspaniały żart. Idioci, wszędzie idioci. Właź i rozbieraj się, ja już nakładam. Specjalnie zrobiłam więcej, żebyś nie był głodny. -powiedziała Van, idąc do kuchni. Faktycznie zastanawiałam się, po co nam tyle spaghetti, ale właśnie zagadka sama się rozwiązała. Niall zjadł i przytulił Ness w podziękowaniu. Uśmiechnięty usiadł pomiędzy nami na kanapie i wyrwał nam pilota z uśmiechem. Włączył jakieś głupoty i przyciszył po czym zszedł z kanapy i usiadł na fotel. Spojrzał na nas pytającym wzrokiem i po chwili wypalił:
-No, czekam. Jaki obmyślimy plan zemsty? -W oczach Nialla można było zauważyć iskierki. Razem z przyjaciółką zaczęłyśmy się śmiać. Gdy się już opanowałyśmy, Niall patrzył na nas zażenowany. Naprawdę myślał, że ten wieczór spędzimy na obmyślaniu jakiejś okropnej zemsty dla jego współlokatorów.
-Niall, my żartowałyśmy z tą zemstą, ale jak będziesz miał jakiś plan, to Ci pomożemy. -powiedziałam, znów zaczynając się śmiać.
-No, a w dodatku jesteśmy słabe w myśleniu.-dodała Van, po czym przeżyłyśmy kolejną fazę głupawki. W końcu Niall dołączył do nas. Bardzo dobrze się bawiliśmy przez te trzy godziny. Dużo gadaliśmy, głównie o czasach, gdy ja z Li mieszkaliśmy obok siebie i się przyjaźniliśmy. Duzo nam o sobie opowiedział też Niall. Dowiedziałam się, że jest w wieku Li, pochodzi z Mullingar w Irlandii, kocha taniec irlandzki (a nawet zobaczyłam go!), że ma starszego brata i że umie grać na gitarze tak jak ja. Dałam mu swoją gitarę i blondyn zagrał nam piękną balladę. Okazało się, że ukrywa kolejny talent: umie naprawdę pięknie śpiewać. Opowiedział nam również o zespole chłopców. W jego skład wchodzi Niall, Liam, Louis oraz Zayn i Harry, których poznamy za tydzień. Dowiedziałam się też, że Liam bardzo dużo opowiadał chłopakom o mnie, Luke'u, o naszym ojcu i nawet o Van! Znał naprawdę dużo szczegółów z mojego życia, o których wiedziałam tylko ja z moim bratem. Naprawdę miło spędziliśmy wieczór i aż żal było nam iść spać. Jednak jutro z samego rana musiałam jechać do szkoły, w której tuż po wakacjach rozpocznę ostatni rok nauki. Jestem właśnie w klasie maturalnej, a kilka dni temu skończył się rok szkolny. Pogadałam jeszcze z mamą kilka minut streszczając jej dzień. Bardzo pobudzeni i rozbawieni udaliśmy się do łóżek, ale jestem pewna że oni tak samo jak ja mieli duże problemy z zaśnięciem po tak fajnym, wspólnie spędzonym wieczorze.
-Halo, Ness? Jest może u was Niall? -wydarł się Liam w słuchawkę od telefonu.
-Nie Ness, tylko Mia. Nie ma go u nas i nie było. A co, nie wrócił na noc? -powiedziałam zaspana, ale zupełnie świadoma. Postanowiłam zemścić się na chłopakach za biednego Niall'a i postanowiłam udawać, że się z nim nie kontaktowałam. Po skończonej rozmowie telefonicznej podeszłam do Niall'a i obudziłam go. Okazało się, że chłopak nie spał. Opowiedziałam mu o planie zemsty, który poległ na tym, że jutro rano obdrapany i ucharakteryzowany przez nas Niall zapuka do drzwi chłopców. Powie, że go pobito oraz okradziono i przyjadą do nas, żeby zastanowić się, co dalej robić. Kiedy już przyjadą do nas, my udamy że nic nie wiedziałyśmy, pójdziemy zająć się Niall'em, nakarmimy go i wgl. Dopiero pod wieczór przyznamy się, że Ni zatrzymał się u nas i wszystko to była zemsta za to, co uknuli chłopcy. Bawiliśmy się w dalsze koloryzowanie historii obicia i okradzenia, ale w końcu zmęczona usnęłam na kanapie, a Niall przeniósł mnie do łóżka. Sam wrócił na kanapę i zasnął po kilku chwilach. Już z samego rana wcieliliśmy nasz plan w zycie. Opowiedziałam o nim przyjaciółce, a ta błyskawicznie przyniosła swoje kosmetyki i nożyczki, aby lekko ,,podrzeć'' ubrania Ni. O 8 gotowy jechał autobusem w stronę hotelu, a ja z przyjaciółką jadłyśmy śniadanie w atmosferze zwycięstwa. Byłyśmy dumne z nowego, pobitego Niall'a i z naszego planu. Martwiłyśmy się tylko, żeby wszystko wypaliło. Około 9 do Ness zadzwonił Li, który zupełnie przerażony kazał nam jak najszybciej przyjechać. Było nie według planu, ale cóż... Wzięłam rzeczy Niall'a (telefon, portfel, kurtkę i słuchawki), które zostawił u nas dla potwierdzenia wersji z pobiciem i obrabowaniem i pojechałyśmy do chłopaków. Przed hotelem stał Louis, który czekał na nas. Opowiedział o ,,wypadku'', o którym ,,nic'' nie miałyśmy pojęcia, a my tylko robiłysmy wielkie oczy i bez przerwy powtarzałyśmy ,,Boże, biedny Ni'' albo ,,Jezu, cud że on nadal żyje...'', a Louis niczego nie świadomy reagował razem z nami. Niall naprawdę dobrze umiał kłamać, a historia którą zmyslił była naprawdę dobra. Gdy tylko weszłyśmy do mieszkania i zobaczyłyśmy Niall'a, wywołałyśmy u siebie płacz (nauczyłyśmy się tego wspólnie na zajęciach aktorskich) i zajęłyśmy się ,,biednym'' przyjacielem. Zrobiłyśmy mu śniadanie i obiad i cały czas chodziłyśmy przygnębione, chociaż w środku ledwo co wytrzymywałyśmy ze smiechu. Co chwila we trójkę patrzyliśmy się na siebie, a te dwa matołki niczego nie zauważyły. Gdy wybiła godzina 17 zgodnie z planem Niall wstał (już nie był taki obolały i smutny) i przytulił nas i podziękował. Zupełnie zdezorientowani Lou i Li patrzyli na niego w osłupieniu: Przed chwilą biedny nie mógł ruszyć ręką, a teraz wstał i nas przytulił bez żadnego jęknięcia. Po chwili obrócił się dwa razy wokół własnej osi, a ja z torby wyjęłam jego rzeczy. Liamowi szczęka opadła ze zdziwienia.
-Ciołki z was! Mówiliście, że jestem najgorszym aktorem, a właśnie pieknie was wrobiłem z pomocą Vanessy i Mii. Właściwie to razem was wrobiliśmy. Piąteczki, dziewczyny! - po przybiciu piątek we trójkę zaczęliśmy się śmiać z zdezorientowanych chłopców. Po chwili, gdy wszystko stało się jasne zaczęliśmy się wszyscy śmiać, a chłopaki obiecali sobie, że już nigdy więcej numerów. Po ich wzrokach było można zauważyć, że wojna dopiero się zaczęła...
Minęło juz kilka naprawdę fajnych dni. Bardzo zaprzyjaźniłam się z Niall'em, który od tej pory spędzał z nami prawie cały swój czas. Wracał do domu tylko spać, chociaż nawet czasami zostawał z nami na noc. Lou i Li robili badania, ale w każdej wolnej chwili dołączali do nas. Za dwa tygodnie przeszczep! Wszystko już ustalone, przygotowujemy się na to psychicznie. Li nie może pić, więc towarzyszymy mu w tym postanowieniu. Coraz rzadziej imprezujemy, chociaż zupełnie nie zrezygnowaliśmy. Jest fajnie, a ja z matką już nie możemy się doczekać, gdy to wszystko się skończy...
______________________________________________________________________
Proszę tylko o jeden komentarz, jeden głupiutki komentarz. Dla was to sekunda pisania a dla mnie coś wielkiego. ~Ollie :)
#4
Nie spodziewałam się go w takim stanie- jego koszulka była zupełnie zakrwawiona, a z nosa sączyła się krew.
-Cześć Mia. Mogę?- powiedział Lou, jakby zupełnie nie zwracał uwagi na nos.
-Jasne Lou… Co Ci się stało!? Jesteś cały we krwi i wyglądasz jak zombie.
-Masz bardzo miłych sąsiadów. Nie wolno tu wejść, bardzo fajnie. Bardzo fajnie było też pozbyć się komórki, portfela i MP3.
-Boże, i ty tak spokojnie o tym mówisz? Człowieku, jesteś nienormalny!-uśmiechnęłam się starając załagodzić sytuację i pociągnęłam Lou za rękę w stronę łazienki. Wtedy zauważyłam, że jego kość jest wyjątkowo dziwnie ułożona.
-Louis boże… Popatrz na swoją rękę człowieku! Zombie! Złamałeś ją, trzeba jechać do szpitala.
-Nie trzeba, daj mi tylko zmyć tą krew i będzie okej.-powiedział Lou z dziwnym uśmiechem. Widziałam, że cierpi.
-Czy ty naprawdę jesteś taki pierdolnięty, czy tylko udajesz? Idź zmyj tą krew i jedziemy do szpitala.
Louis się na mnie dziwnie popatrzył, po czym poszedł do łazienki. Poszłam za nim i podałam mu waciki i wodę utlenioną gdy on zdjął koszulkę. Dobrze, że kochałam męskie koszulki i miałam kilka w zapasie do spania. Dałam mu jedną, a w tym czasie on zmył krew. Poszłam się ubrać i pojechaliśmy do szpitala. Nie musieliśmy długo czekać, po chwili nas przyjęli. Założyli mu gips. A ten głupek jeszcze się uśmiechał! Nie rozumiałam go… Kompletny idiota!
-Odwieźć Cię do hotelu?- zapytałam patrząc na Louisa, który bawił się swoim gipsem.
-Nie możemy jechać na razie do Ciebie? Jak Niall wróci, to zepchnie mnie z łóżka i zacznie przeklinać i zacznie wpieprzać jakieś chipsy. Van z Liamem chcieli mieć pokój dla siebie, więc może mógłbym dzisiaj spać u Ciebie? -Louis uśmiechnął się z błyskiem w oku.
-Nnno…. Nie ma sprawy. Myślę, że Van nie będzie miała nic przeciwko temu, że zajmę jej łóżko. -powiedziałam z uśmiechem na ustach. Polubiłam go, za to jego nieogarnięcie. Myślał o chujwieczym, nie przejmował się niczym… A przynajmniej sprawiał takie wrażenie. Gadaliśmy po drodze. Ustaliliśmy, że obejrzymy jakiś film. Kupiliśmy również kilka piw. Była dopiero 21, a oni pewnie wrócą około 3 w nocy. Wróciliśmy, a ja zaczęłam szukać jakiegoś filmu. W tym czasie Louis zwiedził nasze malutkie mieszkanie. Znalazłam 2 horrory, ale nie było żadnej komedii. Więc byliśmy skazani na horror. Nie był zbyt straszny, więc cały czas gadaliśmy. Wypiliśmy już po 3 piwa, byłam naprawdę mocno pobudzona. Bardzo fajnie mi się z nim rozmawiało. Rozmawialiśmy dość długo, aż w końcu Louis zapytał:
-Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?- wypowiedział Louis z uśmiechem na twarzy.
-No… nie wiem. Chyba tak. Ale jeszcze nigdy tego nie przeżył…- w tym momencie Louis zbliżył się do mojej twarzy i dotknął mojego podbródka.
-Louis! Co ty robisz?- krzyknęłam, odpychając go od siebie. Chłopak popatrzył na mnie i zarumienił.
-Jezu… Ale ze mnie idiota. Mia, przepraszam… Nie wiem co we mnie wstąpiło! Wiem, że nie powinienem, przepraszam…- czerwony ze wstydu chłopak odsunął się ode mnie i wpatrzył w ekran, podpierając podbródek o kolana. Przysunęłam się do niego odrobinkę.
-Spoko, nic sie nie stało. -złapałam go lekko za rękę. Nie miałam się co dalej oszukiwać, Louis strasznie mi sie podobał. Zaskoczył mnie po prostu swoim zachowaniem. Był pozytywnie pojebany, a tą cechę uwielbiałam w chłopakach. Van chyba miała rację, podobam się Louis’owi. W dodatku-zadziałały procenty! Postanowiłam to wykorzystać…
-Chciałeś coś zrobić? …-wzięłam podbródek Louisa i odwróciłam w swoja stronę. Pocałowałam go delikatnie, a po chwili on również dołączył. To był jeden z najdłuższych pocałunków w moim życiu!
-I jak? -zapytałam zakładając ręce na szyję Louis’a.
-Nie odzywaj się, tylko zajmij się całowaniem. -powiedział Lou cały czas uśmiechając się. Widziałam radość w jego oczach… Uśmiechał się. Całował wspaniale! Jedyną dziwną rzeczą było to, że znamy sie dosłownie kilka dni. Nigdy jeszcze nie całowałam się z chłopakiem po kilku godzinach spędzonych razem, ale wiadomo- alkohol. Louis ściągnął moją bluzkę i zaczął całować mnie po szyi. Nadal miałam na sobie stanik. Lou powoli zaczął zsuwać zębami ramiączko.
-Dosyć… Louis, przestań. Myślę, że powinniśmy się położyć. -po tych słowach wstałam i szybko wciągnęłam na siebie bluzkę. Nie chciałam się z nim przespać- był naprawdę bardzo fajny i miły, ale… To byłby mój drugi raz. Pierwszy był z chłopakiem, z którym chodziłam ponad pół roku. Było wspaniale, lecz coś… A raczej ktoś przeszkodził. Zdradził mnie z moją koleżanką z klasy. Zrobił to kilka dni po tym, jak po raz pierwszy kochał się ze mną. Rzucił mnie, po czym pobiegł do niej. Potem zrobił jeszcze tak z kilkoma. Byłam strasznie załamana. Przestałam o tym myśleć dopiero wtedy, gdy zamieszkałam z Van- ona nie przejmowała się żadnym złamanym sercem. To ona porzucała chłopaków, a ta opcja bardzo mnie pociągała. Od tamtego czasu chodziłam z kilkoma i to ja zrywałam! Czułam się z tym dziwnie, ale robiłam to dalej. Tak było również ostatnim Zrobiłam mu jakieś nadzieje, a po porzuceniu zaczął mnie nękać i straszyć. Po kilku rozmowach na policji wydali zakaz zbliżania się do mnie. Cieszyłam się, że chłopak po pierwszym kontakcie z policja strasznie się przestraszył. Nie widziałam go juz od dawna. A teraz Lou… Poszłam do swojej sypialni i przebrałam się w dużą, męską koszulkę. Związałam włosy i wyszłam do Louis’a, który już spał na kanapie. Przykryłam go kocem, pozbierałam butelki i wyłączyłam telewizor. Naprawdę mi się podobał, ale byłam z siebie dumna, że mu nie uległam. Co to za seks po pijaku? No właśnie, żaden. Poszłam do siebie, ostrożnie zamykając drzwi na klucz. Zasnęłam po kilku minutach.
Rano obudził mnie krzyk Van. Jak się okazało, nie było to rano, a 4. Nic nie rozumiałaś z jej bełkotu, poza-
-Ojojoooo, chyba ktoś tu coś wypił… Louis, jak ty śmiesznie wyglądasz w tych wąsach. Dlaczego masz żyrafę przy fotelu? Mogę ja nakarmić- krzyczała ledwo żywa Van opierając sie o ścianę. Wstałam do niej i walnęłam w twarz. To na nią działało! Wzięłam ją pod rękę i zaprowadziłam do sypialni. Rozebrałam do bielizny i wślizgnęłam się z nia do łóżka. Miałyśmy taki zwyczaj- gdy któraś z nas mocno popiła, druga trzymała fason i opiekowała się. Kochałam spać z Van, gdy była nie żywa- mogłam się wreszcie do niej poprzytulać. Kochałam się do niej przytulać, a ona tego szczerze nienawidziła. Kochałam moja przyjaciółkę jak siostrę, nie byłam lesbijką. Zasnęłam tak. Gdy rano się obudziłam zastanawiałam się, dlaczego Van wróciła sama. Myślałam, że będzie z Liam’em. Wtedy przypomniałam sobie o wczorajszym wieczorze- no tak, Louis! Wyślizgnęłam się z sypialni Nessi i poszłam do siebie. Ubrałam się i zrobiłam lekki makijaż. Louis jeszcze spał. Wyszłam z domu i poszłam zrobić małe zakupy. Gdy wróciłam, Nessi już nie spała. Louis również- trzymał włosy mojej przyjaciółki, gdy ta rzygała. Van czuła się okropnie, Louis z reszta tak samo. Po południu przyjechał Liam. Jak zauważyłam, ten również trzymał się na nogach. Gadaliśmy o wczorajszej imprezie.
-Szczerze Li? Myślałam, że chociaż wylądujecie w łóżku. -uśmiechnęłam się zadziornie do starszego brata.
-Nie było szans! Ona ledwo trzymała się na nogach. Odwiozłem ją do Ciebie, nie moglem wchodzić, bo Niall również nie próżnował. Współczuję sprzątaczce, która bierze dziś jego toaletę. Uśmiechnęłam się i odruchowo zamknęłam oczy. Vanessa naprawdę głośno rzygała! Nie nawiedziłam tego odgłosu.
-A Louis jest u Ciebie? Nie było go, myślałem, że jesteście razem…
-Jest w łazience z Ness. Nie myśl sobie nic, nic nie było. Moi wspaniali ochroniarze osiedlowi nieźle go wczoraj przetrzepali. Złamał reke i nos mu krwawi. Byliśmy w szpitalu, a potem tu wróciliśmy. Gadaliśmy, nic więcej.
-Tak, mhm, nic więcej… -odpowiedział z uśmiechem Li.
-Liam, jakie ty masz nieczyste myśli! Wstydziłbyś się! -uśmiechnęłam się do brata i dałam mu kuksańca w ramię.
-Serio, nic nie było. Chyba wiesz, że jakby do czegoś doszło, to bym Ci powiedziała. Kiedyś Ci to obiecałam, pamiętasz jeszcze?
-O boże, te nasze dziecięce obietnice! Jak to było? Ja, Liam Payne przyrzekam, że nigdy, ale to nigdy nie ….
______________________________________________________________________
Obyło sie bez błędów? :) Napiszcie co o tym sądzicie, to dla mnie ważne :c ~Ollie :3
-Cześć Mia. Mogę?- powiedział Lou, jakby zupełnie nie zwracał uwagi na nos.
-Jasne Lou… Co Ci się stało!? Jesteś cały we krwi i wyglądasz jak zombie.
-Masz bardzo miłych sąsiadów. Nie wolno tu wejść, bardzo fajnie. Bardzo fajnie było też pozbyć się komórki, portfela i MP3.
-Boże, i ty tak spokojnie o tym mówisz? Człowieku, jesteś nienormalny!-uśmiechnęłam się starając załagodzić sytuację i pociągnęłam Lou za rękę w stronę łazienki. Wtedy zauważyłam, że jego kość jest wyjątkowo dziwnie ułożona.
-Louis boże… Popatrz na swoją rękę człowieku! Zombie! Złamałeś ją, trzeba jechać do szpitala.
-Nie trzeba, daj mi tylko zmyć tą krew i będzie okej.-powiedział Lou z dziwnym uśmiechem. Widziałam, że cierpi.
-Czy ty naprawdę jesteś taki pierdolnięty, czy tylko udajesz? Idź zmyj tą krew i jedziemy do szpitala.
Louis się na mnie dziwnie popatrzył, po czym poszedł do łazienki. Poszłam za nim i podałam mu waciki i wodę utlenioną gdy on zdjął koszulkę. Dobrze, że kochałam męskie koszulki i miałam kilka w zapasie do spania. Dałam mu jedną, a w tym czasie on zmył krew. Poszłam się ubrać i pojechaliśmy do szpitala. Nie musieliśmy długo czekać, po chwili nas przyjęli. Założyli mu gips. A ten głupek jeszcze się uśmiechał! Nie rozumiałam go… Kompletny idiota!
-Odwieźć Cię do hotelu?- zapytałam patrząc na Louisa, który bawił się swoim gipsem.
-Nie możemy jechać na razie do Ciebie? Jak Niall wróci, to zepchnie mnie z łóżka i zacznie przeklinać i zacznie wpieprzać jakieś chipsy. Van z Liamem chcieli mieć pokój dla siebie, więc może mógłbym dzisiaj spać u Ciebie? -Louis uśmiechnął się z błyskiem w oku.
-Nnno…. Nie ma sprawy. Myślę, że Van nie będzie miała nic przeciwko temu, że zajmę jej łóżko. -powiedziałam z uśmiechem na ustach. Polubiłam go, za to jego nieogarnięcie. Myślał o chujwieczym, nie przejmował się niczym… A przynajmniej sprawiał takie wrażenie. Gadaliśmy po drodze. Ustaliliśmy, że obejrzymy jakiś film. Kupiliśmy również kilka piw. Była dopiero 21, a oni pewnie wrócą około 3 w nocy. Wróciliśmy, a ja zaczęłam szukać jakiegoś filmu. W tym czasie Louis zwiedził nasze malutkie mieszkanie. Znalazłam 2 horrory, ale nie było żadnej komedii. Więc byliśmy skazani na horror. Nie był zbyt straszny, więc cały czas gadaliśmy. Wypiliśmy już po 3 piwa, byłam naprawdę mocno pobudzona. Bardzo fajnie mi się z nim rozmawiało. Rozmawialiśmy dość długo, aż w końcu Louis zapytał:
-Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?- wypowiedział Louis z uśmiechem na twarzy.
-No… nie wiem. Chyba tak. Ale jeszcze nigdy tego nie przeżył…- w tym momencie Louis zbliżył się do mojej twarzy i dotknął mojego podbródka.
-Louis! Co ty robisz?- krzyknęłam, odpychając go od siebie. Chłopak popatrzył na mnie i zarumienił.
-Jezu… Ale ze mnie idiota. Mia, przepraszam… Nie wiem co we mnie wstąpiło! Wiem, że nie powinienem, przepraszam…- czerwony ze wstydu chłopak odsunął się ode mnie i wpatrzył w ekran, podpierając podbródek o kolana. Przysunęłam się do niego odrobinkę.
-Spoko, nic sie nie stało. -złapałam go lekko za rękę. Nie miałam się co dalej oszukiwać, Louis strasznie mi sie podobał. Zaskoczył mnie po prostu swoim zachowaniem. Był pozytywnie pojebany, a tą cechę uwielbiałam w chłopakach. Van chyba miała rację, podobam się Louis’owi. W dodatku-zadziałały procenty! Postanowiłam to wykorzystać…
-Chciałeś coś zrobić? …-wzięłam podbródek Louisa i odwróciłam w swoja stronę. Pocałowałam go delikatnie, a po chwili on również dołączył. To był jeden z najdłuższych pocałunków w moim życiu!
-I jak? -zapytałam zakładając ręce na szyję Louis’a.
-Nie odzywaj się, tylko zajmij się całowaniem. -powiedział Lou cały czas uśmiechając się. Widziałam radość w jego oczach… Uśmiechał się. Całował wspaniale! Jedyną dziwną rzeczą było to, że znamy sie dosłownie kilka dni. Nigdy jeszcze nie całowałam się z chłopakiem po kilku godzinach spędzonych razem, ale wiadomo- alkohol. Louis ściągnął moją bluzkę i zaczął całować mnie po szyi. Nadal miałam na sobie stanik. Lou powoli zaczął zsuwać zębami ramiączko.
-Dosyć… Louis, przestań. Myślę, że powinniśmy się położyć. -po tych słowach wstałam i szybko wciągnęłam na siebie bluzkę. Nie chciałam się z nim przespać- był naprawdę bardzo fajny i miły, ale… To byłby mój drugi raz. Pierwszy był z chłopakiem, z którym chodziłam ponad pół roku. Było wspaniale, lecz coś… A raczej ktoś przeszkodził. Zdradził mnie z moją koleżanką z klasy. Zrobił to kilka dni po tym, jak po raz pierwszy kochał się ze mną. Rzucił mnie, po czym pobiegł do niej. Potem zrobił jeszcze tak z kilkoma. Byłam strasznie załamana. Przestałam o tym myśleć dopiero wtedy, gdy zamieszkałam z Van- ona nie przejmowała się żadnym złamanym sercem. To ona porzucała chłopaków, a ta opcja bardzo mnie pociągała. Od tamtego czasu chodziłam z kilkoma i to ja zrywałam! Czułam się z tym dziwnie, ale robiłam to dalej. Tak było również ostatnim Zrobiłam mu jakieś nadzieje, a po porzuceniu zaczął mnie nękać i straszyć. Po kilku rozmowach na policji wydali zakaz zbliżania się do mnie. Cieszyłam się, że chłopak po pierwszym kontakcie z policja strasznie się przestraszył. Nie widziałam go juz od dawna. A teraz Lou… Poszłam do swojej sypialni i przebrałam się w dużą, męską koszulkę. Związałam włosy i wyszłam do Louis’a, który już spał na kanapie. Przykryłam go kocem, pozbierałam butelki i wyłączyłam telewizor. Naprawdę mi się podobał, ale byłam z siebie dumna, że mu nie uległam. Co to za seks po pijaku? No właśnie, żaden. Poszłam do siebie, ostrożnie zamykając drzwi na klucz. Zasnęłam po kilku minutach.
Rano obudził mnie krzyk Van. Jak się okazało, nie było to rano, a 4. Nic nie rozumiałaś z jej bełkotu, poza-
-Ojojoooo, chyba ktoś tu coś wypił… Louis, jak ty śmiesznie wyglądasz w tych wąsach. Dlaczego masz żyrafę przy fotelu? Mogę ja nakarmić- krzyczała ledwo żywa Van opierając sie o ścianę. Wstałam do niej i walnęłam w twarz. To na nią działało! Wzięłam ją pod rękę i zaprowadziłam do sypialni. Rozebrałam do bielizny i wślizgnęłam się z nia do łóżka. Miałyśmy taki zwyczaj- gdy któraś z nas mocno popiła, druga trzymała fason i opiekowała się. Kochałam spać z Van, gdy była nie żywa- mogłam się wreszcie do niej poprzytulać. Kochałam się do niej przytulać, a ona tego szczerze nienawidziła. Kochałam moja przyjaciółkę jak siostrę, nie byłam lesbijką. Zasnęłam tak. Gdy rano się obudziłam zastanawiałam się, dlaczego Van wróciła sama. Myślałam, że będzie z Liam’em. Wtedy przypomniałam sobie o wczorajszym wieczorze- no tak, Louis! Wyślizgnęłam się z sypialni Nessi i poszłam do siebie. Ubrałam się i zrobiłam lekki makijaż. Louis jeszcze spał. Wyszłam z domu i poszłam zrobić małe zakupy. Gdy wróciłam, Nessi już nie spała. Louis również- trzymał włosy mojej przyjaciółki, gdy ta rzygała. Van czuła się okropnie, Louis z reszta tak samo. Po południu przyjechał Liam. Jak zauważyłam, ten również trzymał się na nogach. Gadaliśmy o wczorajszej imprezie.
-Szczerze Li? Myślałam, że chociaż wylądujecie w łóżku. -uśmiechnęłam się zadziornie do starszego brata.
-Nie było szans! Ona ledwo trzymała się na nogach. Odwiozłem ją do Ciebie, nie moglem wchodzić, bo Niall również nie próżnował. Współczuję sprzątaczce, która bierze dziś jego toaletę. Uśmiechnęłam się i odruchowo zamknęłam oczy. Vanessa naprawdę głośno rzygała! Nie nawiedziłam tego odgłosu.
-A Louis jest u Ciebie? Nie było go, myślałem, że jesteście razem…
-Jest w łazience z Ness. Nie myśl sobie nic, nic nie było. Moi wspaniali ochroniarze osiedlowi nieźle go wczoraj przetrzepali. Złamał reke i nos mu krwawi. Byliśmy w szpitalu, a potem tu wróciliśmy. Gadaliśmy, nic więcej.
-Tak, mhm, nic więcej… -odpowiedział z uśmiechem Li.
-Liam, jakie ty masz nieczyste myśli! Wstydziłbyś się! -uśmiechnęłam się do brata i dałam mu kuksańca w ramię.
-Serio, nic nie było. Chyba wiesz, że jakby do czegoś doszło, to bym Ci powiedziała. Kiedyś Ci to obiecałam, pamiętasz jeszcze?
-O boże, te nasze dziecięce obietnice! Jak to było? Ja, Liam Payne przyrzekam, że nigdy, ale to nigdy nie ….
______________________________________________________________________
Obyło sie bez błędów? :) Napiszcie co o tym sądzicie, to dla mnie ważne :c ~Ollie :3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)